Subiektywny gastro-przewodnik po Sarajewie

Sarajevo_twilight

Ponad 20 miej­sc, w któ­ry­ch zje­cie naj­lep­sze sara­jew­skie ćeva­py, pity, dania tra­dy­cyj­nej bośniac­kiej kuch­ni, będzie­cie się delek­to­wać naj­słod­szy­mi dese­ra­mi, naj­pysz­niej­szy­mi loda­mi, a na koniec wszyst­ko to zapi­je­cie tra­dy­cyj­ną kawą z tygiel­ka, lub lokal­nym winem, piwem czy raki­ją.

***

Powiem otwar­cie, pra­wie 10 lat miesz­ka­nia w Sarajewie nauczy­ło mnie gdzie jeść, gdzie pić, a gdzie kar­mić swój „słod­ki ząbek”. Oczywiście na prze­strze­ni tych lat kuli­nar­na sce­na zna­czą­co się zmie­ni­ła i muszę przy­znać, że zde­cy­do­wa­nie na lep­sze, choć nie­któ­re miej­sca się­ga­ją­ce tra­dy­cją nawet do począt­ków poprzed­nie­go wie­ku, pozo­sta­ły nie­zmien­ne. I chwa­ła im za to.

Dla uła­twie­nia wpis podzie­li­łam na trzy czę­ści i bonus. Pierwsza będzie zawie­rać reko­men­da­cje miej­sc ser­wu­ją­cy­ch tra­dy­cyj­ną kuch­nię, bo tego szu­ka­cie, co oczy­wi­ście zro­zu­mia­łe, naj­czę­ściej. Druga to god­ne pole­ce­nia cukier­nie i lodziar­nie, nato­mia­st w trze­ciej czę­ści podzie­lę się z wami tym, gdzie ja naj­czę­ściej cho­dzę na kawę, lub przy­sło­wio­we piwo (wino i raki­ję). Bonus zawie­ra adre­sy moich ulu­bio­ny­ch restau­ra­cji, któ­re nie­ko­niecz­nie ser­wu­ją kuch­nię bał­kań­ską, ale są zwy­czaj­nie dobre.

Ponieważ knajp jest bar­dzo dużo, nie ma na co cze­kać. Zaczynamy kuli­nar­ny spa­cer po naj­lep­szy­ch gastro miej­sców­ka­ch w sto­li­cy Bośni i Hercegowiny. Od razu uprze­dzam, że nie bio­rę odpo­wie­dzial­no­ści za wszyst­kie dodat­ko­we kilo­gra­my, któ­re zbie­rze­cie zali­cza­jąc kolej­ne punk­ty.

Tradycyjne bary i restau­ra­cje

Ćevabdžinica Ferhatović Petica

Najlepszy bał­kań­ski grill moż­na zje­ść zde­cy­do­wa­nie na Baščaršiji, czy­li sara­jew­skiej Starówce. Ludzie róż­nie mówią: że naj­lep­sze ćeva­py to tyl­ko w Željo, że w tyl­ko Specjalu, inni, że u Hodžicia, czy w Mrkvie. Ja po lata­ch i lata­ch testów, z zupeł­nie czy­stym sumie­niem pole­cam wam Peticę. Menu jest krót­kie, usłu­ga mimo dość pokaź­ny­ch roz­mia­rów loka­lu, per­fek­cyj­na i szyb­ka (nie­ste­ty to wca­le nie takie oczy­wi­ste), ale i tak naj­waż­niej­sze są ćeva­py. Soczyste, aro­ma­tycz­ne, dla mnie ide­al­ne. I plus za wystrój. Tradycyjne bośniac­kie wzor­nic­two w nowo­cze­snym wyda­niu, bez skan­se­no­we­go „cepe­liow­skie­go“ folk­lo­ru.

bty
Ćevapi z kaj­ma­kiem (bia­ły sło­ny ser), obo­wiąz­ko­wą sie­ka­ną cebul­ką i w somu­nie. Do tego szop­ska sałat­ka i nie ma bar­dziej bośniac­kie­go obia­du!

cevabdzinica petica zgrada (1 of 1)

Ćevabdžinica Kastel – ban­ja­lu­čki ćeva­pi

Ćevapy, choć każ­da restau­ra­cja ma swój sekret­ny prze­pis, nie oszu­kuj­my się, są podob­ne do sie­bie. Małe podłuż­ne kotle­ci­ki z mie­lo­ne­go mię­sa zro­bio­ne na gril­lu. Ale ist­nie­ją tro­chę inne w sma­ku i wyglą­dzie, ćeva­py bania­luc­kie. Złączone ze sobą, tłust­sze, poda­wa­ne z mary­no­wa­ną ostrą paprycz­ką. Ciężki dla żołąd­ka kąsek, ale abso­lut­nie wart spró­bo­wa­nia. Dla roz­sma­ko­wa­ny­ch w mię­sie gri­lo­żer­ców, to punkt obo­wiąz­ko­wy. Z tego co mi wia­do­mo, w Sarajewie jedy­na ćevab­dži­ni­ca ser­wu­ją­ca ten rodzaj ćeva­pów to Kastel. Kiedyś była ciem­ną norą, w któ­rej jadłam z pra­wie zamknię­ty­mi ocza­mi, dziś odno­wio­ne miej­sce z przy­jem­nym ogród­kiem. Smak ten sam.

kastel (1 of 1)

Buregdžinice - Bosna i Oklagija

I znów, tak jak w przy­pad­ku gril­la, dru­gie naj­po­pu­lar­niej­sze i naj­pysz­niej­sze bośniac­kie jedze­nie, czy­li pity w naj­lep­szym wyda­niu moż­na zje­ść na Baščaršiji. Choć nie­któ­re osie­dlo­we bureg­dži­ni­ce są rów­nie dobre, to jed­nak z pitą z čarši­ji zazwy­czaj mini­mal­nie, ale jed­nak, prze­gry­wa­ją. Pity sta­raj­cie się nie kupo­wać w pie­kar­nia­ch, bo jej jako­ść jest dużo, dużo gor­sza. I tu wtręt. Burki i pity w Serbii i Chorwacji są dome­ną pie­kar­ni. A Bośnia, szczy­cą­ca się naj­lep­szą pitą w regio­nie, ma tra­dy­cyj­ne loka­le ser­wu­ją­ce tyl­ko i wyłącz­nie ten spe­cjał. W Bośni burek z pie­kar­ni, a burek z bureg­dži­ni­cy to jak pie­ro­gi u mamy i pie­ro­gi z tac­ki kupio­ne w skle­pie. Mniej wię­cej. Jedno i dru­gie moż­na zje­ść, ale róż­ni­ca w sma­ku kolo­sal­na.

Moje ulu­bio­ne bureg­dži­ni­ce to Bosna, a tak­że znaj­du­ją­ca się dokład­nie naprze­ciw­ko pita typu „ispod sača”, czy­li pie­czo­na w meta­lo­wym zamknię­tym saga­nie. Nie jest to ude­rza­ją­ca w sma­ku róż­ni­ca, ale jed­nak jest. W obu pity są naj­bar­dziej „ory­gi­nal­ne i tra­dy­cyj­ne”. Zawsze też świe­że, a wybór jest mały choć zawsze ten sam. Burek (z mię­sem), z serem, ze szpi­na­kiem, z ziem­nia­ka­mi, w sezo­nie z cuki­nią lub dynią.

Nowa bureg­dži­ni­ca „Oklagija“, zaraz obok Bosny, ostat­nio zapunk­to­wa­ła u mnie zna­czą­co. Ich pita jest wyjąt­ko­wo boga­ta, ma dużo far­szu, jest jak­by tro­chę mniej tłu­sta, a dodat­ko­wo mają tro­chę nowa­tor­ski­ch pro­po­zy­cji. Bardziej nowo­cze­sne, ale rów­nie pysz­ne wyda­nie tra­dy­cyj­ny­ch bośniac­ki­ch pit.

burekdzinica bosna (1 of 1)

Aščinica ASDŽ

Aščinica to miej­sce, w któ­rym zje­my tra­dy­cyj­ne, goto­wa­ne dania bośniac­kie. Taki tro­chę odpo­wied­nik pol­ski­ch barów mlecz­ny­ch, z tym, że dania są głów­nie mię­sne.  Takie jakie przy­go­to­wu­je się w domu, czę­sto jed­no­garn­ko­we i nale­żą­ce do ulu­bio­nej przez Bośniaków kate­go­rii jedze­nia „jedzo­ne­go łyż­ką“. Na Baščaršiji jest ich wie­le, zazwy­czaj przy­po­mi­na­ją małe zatę­chłe nory, klien­te­la to głów­nie męż­czyź­ni, ale aku­rat moja ulu­bio­na Aščinica ASDŽ jest prze­stron­nym i bar­dzo popu­lar­nym wśród miej­sco­wy­ch loka­lem. Można zje­ść tam wszyst­ko. Gulasze, roz­ma­ite mię­sa, kotle­ty, warzyw­ne potraw­ki, tra­dy­cyj­ną faso­lę i wie­le,  wie­le inny­ch. Polecam przyj­rzeć się wszyst­kim potra­wom wysta­wio­nym w gablo­ta­ch i poka­zy­wać pal­cem co się chce. Obsługa nało­ży i przy­nie­sie nam do sto­łu (nawet nie pró­buj­cie nosić sami!). Posiłek zje­my na cha­rak­te­ry­stycz­ny­ch meta­lo­wy­ch taler­za­ch w towa­rzy­stwie chleb­ka somun. U mnie zawsze koń­czy się na tym samym. Biorę japrak, sar­mę i papry­ki fasze­ro­wa­ne z ryżem i sałat­kę, ale inne rze­czy też są god­ne pole­ce­nia. Uwaga wege­ta­ria­nie, po lewej stro­nie, przy oknie, znaj­du­je się napraw­dę duża sek­cja bez­mię­sna!

ascinica asdz ponuda (1 of 1)

ascinica asdz obrok (1 of 1)

Brus, Kod Bibana i Studeno Vrelo na uštip­ke

Pisałam o tym, że naj­lep­sze bośniac­kie racu­chy, czy­li uštip­ke moż­na zje­ść w góra­ch. Chociaż zamó­wi­my je w nie­któ­ry­ch restau­ra­cja­ch w mie­ście, to jed­nak nie to samo. Z Sarajewa naj­bli­żej na Trebević, któ­ry od nie­daw­na prze­ży­wa wiel­ki boom za spra­wą odno­wio­ny­ch hote­li, restau­ra­cji i nowo­wy­bu­do­wa­ny­ch par­ków roz­ryw­ki. Warto się tam wybrać, bo bli­sko, a restau­ra­cja Brus, choć duża i na pierw­szy rzut oka bar­dzo tury­stycz­na, to ser­wu­je napraw­dę, napraw­dę dobre uštip­ke! Można spró­bo­wać się też na ten spe­cjał wybrać do restau­ra­cji Kod Bibana, bo widok na mia­sto prze­pięk­ny, ale jako­ść jedze­nia nie­ste­ty bar­dzo spa­dła. Jeśli dys­po­nu­je­cie cza­sem i samo­cho­dem, to zde­cy­do­wa­nie pole­cam restau­ra­cję Studeno Vrelo pod Bjelašnicą, w miej­sco­wo­ści Umoljani. 

ustipci

Restauracja Kibe Mahala

To miej­sce zde­cy­do­wa­nie z wyż­szej pół­ki. Ceny są wyż­sze niż na Starówce, a i sto­lik pole­cam zare­zer­wo­wać wcze­śniej. Ale miej­sce jest war­te i swo­jej ceny, i tru­dów w dojeź­dzie. Porzućcie pomy­sł jecha­nia tam wła­snym samo­cho­dem i jedź­cie tak­sów­ką. Ale widok (rezer­wuj­cie sto­lik przy oknie!), jedze­nie, wystrój i obsłu­ga napraw­dę wyna­gra­dza­ją wszyst­ko. Polecam prak­tycz­nie każ­dą rze­cz z kar­ty. Można też zamó­wić u nich coś w rodza­ju menu degu­sta­cyj­ne­go i popró­bo­wać wszyst­kie­go. Kuchnia tra­dy­cyj­na, z wyko­rzy­sta­niem naj­lep­szy­ch skład­ni­ków i w dodat­ku ład­nie poda­na. W „Kod Kibeta” moż­na spo­tkać śmie­tan­kę polityczno-artystyczną Sarajewa, wyso­ki­ch ran­gą dyplo­ma­tów, a nawet mię­dzy­na­ro­do­we gwiaz­dy. Jeśli w ogó­le ist­nie­je bośniac­ki „fine dining”, to wła­śnie tam.

kibe mahala (1 of 1)

Cukiernie i lodziar­nie

Kiedy już naje­my się po przy­sło­wio­wą kokar­dę, pora prze­nie­ść się gdzieś, gdzie dają naj­lep­sze dese­ry. Ten punkt jest naj­słab­szą czę­ścią prze­wod­ni­ka z dwó­ch powo­dów. Osobiście nie prze­pa­dam za tra­dy­cyj­ny­mi bośniac­ki­mi (vel turec­ki­mi) sło­dy­cza­mi i cia­sta­mi, a poza tym wszę­dzie one sma­ku­ją podob­nie (czy­li są potwor­nie słod­kie, bo pły­wa­ją w agdzie – cukro­wym syro­pie), a po dru­gie sta­ram się ogól­nie uni­kać sło­dy­czy i do cukier­ni na ciast­ka idzie­my napraw­dę od wiel­kie­go dzwo­nu, naj­czę­ściej przy oka­zji wizyt gości.

I wła­śnie, jak chcę swo­ich gości poczę­sto­wać naj­lep­szą bal­ka­vą, tufa­hi­ją czy kada­ifem to zabie­ram ich do Ramisa. Tradycja, jako­ść i świe­żo­ść wyro­bów oraz bar­dzo miła obsłu­ga spra­wia­ją, że zawsze tam wra­cam.

Drugim ulu­bio­nym miej­scem jest już bar­dziej nowo­cze­sna i uroz­ma­ico­na piekarnio-cukiernia Mrvica. Pierwszy lokal mie­ścił się na pery­fe­ria­ch odda­lo­ne­go od cen­trum osie­dla Čengić Vila, a mimo to zyskał sła­wę i po roku otwo­rzy­li już duży lokal w cen­trum mia­sta. Witryna w Mrvicy będzie was kusić puszy­sty­mi tor­ta­mi, wspa­nia­ły­mi tar­ta­mi, kolo­ro­wy­mi, robio­ny­mi na miej­scu maka­ro­ni­ka­mi (Francuzi by się nie powsty­dzi­li), ale ja pole­cam zamó­wić ich deser Tatli. To kom­bi­na­cja tra­dy­cyj­ny­ch bośniac­ki­ch dese­rów, zamknię­ta w jed­nym ciast­ku! Mają też lody o tym sma­ku!

tatli mrvica (1 of 1)

Źródło zdję­cia: mrvica.ba

Egipat i Marshall’s Gelato

Lody na Bałkanach są napraw­dę nie­złe. Relatywna bli­sko­ść Włoch i gorą­cy kli­mat spra­wia­ją, że lody to jeden z ulu­bio­ny­ch dese­rów. Poziom jest zatem gene­ral­nie wyso­ki, ale są dwa miej­sca w Sarajewie owia­ne legen­dą. Jedno z nich to lodziar­nia i ciast­kar­nia Egipat. Lody tra­dy­cyj­ne, kil­ka sma­ków, bez zbęd­ny­ch dodat­ków. Charakterystyczny tłu­mek przed Egiptem mówi sam za sie­bie.

Druga miej­sców­ka to abso­lut­na nowo­ść. Marshall’s Gelato. Otwarte w zeszłym mie­sią­cu nie­po­zor­ne miej­sce nie­opo­dal głów­nej uli­cy, poka­za­ło Sarajewu, czym są współ­cze­sne lody rze­mieśl­ni­cze. Absolutnie świa­to­wy poziom dale­ko odbie­ga­ją­cy od wszyst­ki­ch lodziar­ni w Sarajewie. Wspaniałe sor­be­ty, prze­pysz­ne lody na mle­ku. Bez dodat­ków i che­mii. Zaskakujące sma­ki, codzien­nie nowe, ale też nawią­zu­ją­ce do tra­dy­cji, np. o sma­ku bośniac­ki­ch orze­chów (czy­li w sumie orze­chów wło­ski­ch, uko­cha­ny­ch przez kuch­nię bośniac­ką). Marshall’s gela­to pra­wie, że strą­ci­ły z pie­de­sta­łu naj­lep­sze lody, któ­re jadłam w swo­im życiu, a było to we wło­skiej Bolonii.

egipat (1 of 1)

bty

Ulubione kawiar­nie – Behar, Aida, Rahatlook

Być w Sarajewie i nie wypić kawy, to nawet dla tych, któ­rzy jej nie piją na co dzień, sytu­acja nie do pomy­śle­nia. Zacznijmy od tra­dy­cyj­nej kawy w tygiel­ku. Można ją zamó­wić w wie­lu miej­sca­ch, ale ta z kawiar­ni Behar nie ma sobie rów­ny­ch. Lokal pro­wa­dzi od zawsze ta sama Pani, a opró­cz kawy ser­wu­je tam jedy­nie natu­ral­ny sok z sosno­wy­ch szy­szek – smre­kę, a na osło­dę rahat lokum. Nie ma tam żad­ny­ch cia­stek, her­ba­ty czy prze­ką­sek. To miej­sce tak mini­ma­li­stycz­ne, a tak żywe i popu­lar­ne wśród miesz­kań­ców Baščaršiji, że trze­ba je odwie­dzić cho­ciaż raz.

kafa bosanska (1 of 1)

Jeśli zmę­czy­my się kli­ma­tem prze­peł­nio­nej Baščaršiji, to na ubo­czu głów­nej uli­cy Ferhadija, zaraz przy Muzeum Żydowskim od lat ist­nie­je uro­cza kawiar­nia Rahatlook. Nowoczene podej­ście do tra­dy­cji (jak pew­nie już zauwa­ży­li­ście, to są kli­ma­ty, któ­re lubię naj­bar­dziej) pro­po­nu­je tra­dy­cyj­ną kawę z tygiel­ka, w towa­rzy­stwie domo­we­go rahat lokum (!), ale też wyjąt­ko­wo sze­ro­ki jak na Sarajewo wybór her­bat, a tak­że prze­pysz­ne domo­we cia­sta. Wszystko jest tam tak ład­ne, że opró­cz wra­żeń sma­ko­wy­ch, moż­na się napa­wać wizu­al­nie. Latem pięk­ny ogró­dek, zim­ną zaś jed­na z bar­dzo nie­wie­lu kawiar­ni, w któ­rej się nie pali. Rahatlook sprze­da­je też lokal­ne prze­two­ry i cera­mi­kę, więc to dodat­ko­wy argu­ment, żeby wpa­ść tam choć raz.

rahatlook unutra (1 of 1)

rahatlook kafa (1 of 1)

Na koń­cu moja uko­cha­na kawiar­nia Aida. Pisałam już o niej przy oka­zji sobot­ni­ch rytu­ałów. Kawiarnia jest wie­deń­ska, ale kli­mat zde­cy­do­wa­nie sara­jew­ski, przede wszyst­kim dla­te­go, że znaj­du­je się w tym samym miej­scu, co legen­dar­na kawiar­nia Parkuša. W Aidzie ser­wu­ją naj, naj, naj­lep­sze café au lait w mie­ście, a dla mnie na całym świe­cie. Monstrualna fili­żan­ka tego pły­nu potra­fi wycią­gnąć mnie z naj­więk­szej zapa­ści psycho-fizycznej i spra­wić, że nawet naj­gor­szy dzień nabie­ra rumień­ców. I co z tego, że zazwy­czaj jestem naj­młod­sza, bo śred­nia wie­ku wyno­si tam ponad 70.

kafa-aida

Alkohole

Miłośnicy piwa i austro-węgierskich kli­ma­tów będą zachwy­ce­ni Sarajevską Pivnicą, a ama­to­rzy mały­ch bro­wa­rów pubem Brew Pub. Na raki­ję cho­dzę naj­czę­ściej do Barhany, a wino piję do obia­dów w restau­ra­cja­ch, choć w mie­ście jest też kil­ka wino­tek. W restau­ra­cja­ch war­to pytać kel­ne­rów jakie pole­ca­ją wino, albo zama­wiać “doma­će”, czy­li swoj­skie wino, zarów­no bia­łe jak i czer­wo­ne. Rozdział krót­ki, bo z alko­ho­lem to u mnie jak ze sło­dy­cza­mi. Piję raczej oka­zyj­nie.

pivo (1 of 1)

Bonus – ulu­bio­ne sara­jew­skie restau­ra­cje

Na odda­lo­nym od cen­trum o pół godzi­ny na pie­cho­tę osie­dlu Ciglane znaj­du­je się, wg mnie naj­lep­sza sara­jew­ska restau­ra­cja - Superfood. Wnętrze nie­ste­ty nie odpo­wia­da ser­wo­wa­ne­mu w nim jedze­niu, ale w tym przy­pad­ku, pal licho wnę­trze. Właściciel restau­ra­cji i szef kuch­ni Tickey, któ­re­go mia­łam oka­zję poznać oso­bi­ście, ma jasną wizję tego co i jak gotu­je, i robi to po pro­stu po mistrzow­sku. Jego maro­kań­ski jagnię­cy bur­ger, woło­we car­pac­cio, ste­aki z tuń­czy­ka, kre­wet­ki czy sała­ty oraz dese­ry dale­ko, dale­ko wybie­ga­ją poza sara­jew­skie, wyso­kie, cho­ciaż nie oszu­kuj­my się raczej “swoj­skie”, stan­dar­dy jedze­nia. Przy zamó­wie­niu lepiej wie­rzyć kel­ne­ro­wi niż kar­cie. To co on pole­ca oka­zu­je się naj­lep­szym w danym dniu wybo­rem. Propozycja dla sma­ko­szy i glo­bal­ny­ch “foodies”, któ­rym bar­dziej zale­ży na tym, żeby dobrze zje­ść, niż zje­ść “coś tra­dy­cyj­ne­go dla kuch­ni kra­ju”.

Zupełnie nie­zo­bo­wią­zu­ją­ce, miłe dla oka, ucha i pod­nie­bie­nia miej­sce w samym cen­trum to Klopa. Przystępne ceny, cie­ka­we, ale nie­udziw­nio­ne menu, to praw­dzi­wy odde­ch od tra­dy­cyj­ne­go gril­la i tłu­sty­ch pit. Kiedy uma­wiam się na mie­ście od razu po pra­cy, to zazwy­czaj tam kie­ru­ję swo­je kro­ki. Dobre kotle­ci­ki jagnię­ce, szasz­ły­ki, ryby i mlin­ci – czy­li lokal­na bał­kań­ska laza­nia.

Czasami, szcze­gól­nie zimą, nacho­dzi nas ocho­ta na porząd­ne­go bur­ge­ra z dobry­mi dodat­ka­mi, w pie­czo­nej na miej­scu buł­ce, zapi­te­go piwem. W reali­za­cji tego nie­zbyt wyra­fi­no­wa­ne­go kuli­nar­ne­go marze­nia poma­ga nam Burger Bar. Rockowa atmos­fe­ra miej­sca nada­je się nie tyl­ko na lun­ch, ale też na wie­czor­ne wyj­ście ze zna­jo­my­mi. Burgery są napraw­dę dobrze przy­rzą­dzo­ne, mają cie­ka­we, choć nie­udziw­nio­ne dodat­ki i są tak pokaź­ny­ch roz­mia­rów, że ja małe­go led­wo zja­dam, a jak wia­do­mo, potra­fię zje­ść dużo.

***

Wybrane miej­sca nale­żą oczy­wi­ście do moich ulu­bio­ny­ch, ale to nie zna­czy, że jedząc gdzie­in­dziej jeste­ście nara­że­ni na roz­cza­ro­wa­nie. Wręcz prze­ciw­nie. W Sarajewie napraw­dę moż­na dobrze i nie­dro­go zje­ść prak­tycz­nie na każ­dym kro­ku, więc jeśli coś wpad­nie wam w oko, przy­cią­gnie uwa­gę, albo ktoś wam pole­ci lokal spo­za mojej listy, idź­cie śmia­ło. Mała jest szan­sa, że wyj­dzie­cie stam­tąd głod­ni czy nie­za­do­wo­le­ni. Jako obo­wiąz­ko­we uzu­peł­nie­nie prze­wod­ni­ka pole­cam wpi­sy O kuch­ni bał­kań­skiej (I)Mini prze­wod­nik po kuch­ni bośniac­kiej (II). Po takiej lek­tu­rze w zasa­dzie nic już was nie powin­no zasko­czyć.

Ps. Jeśli cho­dzi o ceny, to umyśl­nie ich nie poda­ję i nie komen­tu­ję, przede wszyst­kim dla­te­go, że cena jedze­nia nie jest tym, czym w pierw­szej kolej­no­ści kie­ru­ję się przy jego wybo­rze. Pamiętam też, że jedze­nie w restau­ra­cja­ch to nie tyl­ko koszt zawar­to­ści tale­rza, ale też całe zaple­cze, od loka­lu na obsłu­dze koń­cząc. Wolę do restau­ra­cji iść raz na jakiś czas, ale zje­ść dobrze, niż jeść na mie­ście codzien­nie w miej­sca­ch gdzie jest naj­ta­niej, ale nie­ko­niecz­nie naj­le­piej. Oczywiście, jak każ­dy, nie lubię też bez­sen­sow­nie prze­pła­cać, dla­te­go w moim prze­wod­ni­ku znaj­dzie­cie miej­sca, któ­re są zawsze war­te swo­jej ceny.

 

A może to?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *