Panierowane kalmary

kalmary 1

Jak zaczy­nam się zasta­na­wiać, kie­dy pierw­szy raz w życiu jadłam jakąś „bał­kań­ską” potra­wę, to w wie­lu przy­pad­ka­ch oka­zu­je się, że, o zgro­zo, na sto­łów­ce zagrzeb­skie­go aka­de­mi­ka. Chociaż całe sty­pen­dium w Chorwacji, uni­wer­sy­tec­ki kam­pus i kom­pleks aka­de­mi­ków „Stjepan Radić” nad rze­ką Sawą wspo­mi­nam nie­zwy­kle pozy­tyw­nie, to trze­ba przy­znać, że jedze­nie na tych sto­łów­ka­ch było dość pod­łe. Ale jako zaśle­pio­na zupeł­nie nie­obiek­tyw­nym zachwy­tem mło­da kro­atyst­ka (tak! dopie­ro potem zła­pa­łam bośniac­kie­go bak­cy­la) wybie­ra­łam ze sto­łów­ko­we­go menu pozy­cje, któ­re wyda­wa­ły mi się naj­bar­dziej lokal­ne. Oprócz róż­ne­go rodza­ju pit, mięs i cia­po­wa­tej bli­tvy z ziem­nia­kami w pią­tek naj­czę­ściej jadłam „lign­je”, czy­li kal­ma­ry. Ten cudzy­słów to nie tyl­ko z powo­du obce­go sło­wa. Należy się tej potra­wie, ponie­waż, co zro­zu­mia­łam nie­dłu­go potem, z praw­dzi­wy­mi kal­ma­ra­mi sto­łów­ko­we danie mia­ło nie­wie­le wspól­ne­go. Choć w sumie mia­ły się te krąż­ki kal­ma­rów niczym mro­żo­ne fryt­ki pro­du­ko­wa­ne z mącz­ki ziem­nia­cza­nej do fry­tek z praw­dzi­wy­ch ziem­nia­ków. Albo jak palusz­ki kra­bo­we do kra­bów. Zresztą aku­rat fryt­ko­we sko­ja­rze­nie nie jest tak odle­głe. Krążki kal­ma­rów moż­na kupić wła­śnie zamro­żo­ne i wrzu­cić potem do gorą­ce­go ole­ju. Będą ide­al­nie okrą­głe i chru­pią­ce. Za to w sma­ku nija­kie, a ich skład jest dość prze­ra­ża­ją­cy.

Natomiast  praw­dzi­we kal­ma­ry, szcze­gól­nie nad morzem, w wer­sji z gril­la, natar­te czosn­kiem i pie­trusz­ką, pola­ne sokiem z cytry­ny, to jest mistrzo­stwo świa­ta. I pro­sto­ty. Będąc nad morzem w Chorwacji czy Czarnogórze, zwróć­cie uwa­gę na róż­ni­cę ceno­wą pomię­dzy zwy­kły­mi spro­wa­dza­ny­mi hodow­la­ny­mi kal­ma­ra­mi, a tym lokal­ny­mi. Są spo­ro droż­sze, ale zde­cy­do­wa­nie lep­sze.

W sara­jew­ski­ch ulu­bio­ny­ch skle­pa­ch ryb­ny­ch kal­ma­ry są zawsze dostęp­ne. Nie sma­ku­ją jed­nak tak dobrze, jak te jedzo­ne nad morzem. I nie cho­dzi nawet o odle­gło­ść, jako­ść czy pocho­dze­nie. Chodzi po pro­stu o grill. Próbowałam kal­ma­rów w domo­wej wer­sji z pie­kar­ni­ka, ale to nie to.

Natomiast pew­ne­go piąt­ku zatę­sk­ni­łam za kal­ma­ro­wy­mi krąż­ka­mi z zagrzeb­skiej sto­łów­ki. Opcja kup­na mro­żo­ny­ch jed­nak odpa­dła. Jak się czło­wiek raczy napraw­dę dobrym jedze­niem na co dzień, to potem śmie­cio­we już tak nie sma­ku­je. Dlatego też posta­no­wi­łam kupić świe­że kal­ma­ry i usma­żyć je w głę­bo­kim tłusz­czu w panier­ce wła­snej robo­ty. I oka­za­ło się, że w kil­ka minut otrzy­ma­łam lun­ch dosko­na­ły.  W towa­rzy­stwie surów­ki z zimo­wy­ch warzyw korze­nio­wy­ch i kapu­sty oraz kie­lisz­ka Žilavki (her­ce­go­wiń­skie bia­łe wino – moje ulu­bio­ne) kal­ma­ry przy­nio­sły mi lato w środ­ku zimy.

Jeśli nie macie dostę­pu do świe­ży­ch kal­ma­rów, kup­cie całe mro­żo­ne, roz­mroź­cie je i uży­waj­cie jak świe­ży­ch.

 

kalmary 2

Panierowane kal­ma­ry

por­cja na dwie-trzy oso­by

500 g oczysz­czo­ny­ch cały­ch kal­ma­rów

½ szklan­ki mąki wymie­sza­nej z ½ łyżecz­ki soli

Dużo oli­wy do sma­że­nia

Kalmary opu­kać pod bie­żą­cą wodą, osu­szyć nie­co ręcz­ni­kiem papie­ro­wym i pokro­ić w krąż­ki sze­ro­ko­ści ok. 2 cm. Oliwę (nie z pierw­sze­go tło­cze­nia oczy­wi­ście) roz­grzać do wrze­nia w sze­ro­kim garn­ku. Ilość zale­ży od kształ­tu garn­ka, ale wyso­ko­ść tłusz­czu tak na trzy pal­ce. Gdy tłusz­cz zawrze zmniej­szyć ogień na śred­ni i wrzu­cać obto­czo­ne wcze­śniej w mące z dodat­kiem soli kal­ma­ry. Smażyć krót­ko, to momen­tu aż zro­bią się zło­te. Przy ilo­ści pół kilo będzie sma­że­nie w trzech par­tia­ch. Wyłożyć kal­ma­ry na papie­ro­wy ręcz­nik, żeby się odsą­czy­ły z tłusz­czu i poda­wać od razu skro­pio­ne cytry­ną.

Surówka z zimo­wy­ch warzyw

2 mar­chew­ki, seler (korzeń), ćwiart­kę bia­łej kapu­sty, kawa­łek pora, pół jabł­ka i gar­ść świe­żej pie­trusz­ki wrzu­cić do blen­de­ra z ostrzem w kształ­cie S. Zmiksować przez 5-10 sekund. (tyl­ko tyle!). Doprawić do sma­ku oli­wą z pierw­sze­go tło­cze­nia, cytry­ną, pie­przem i solą. Tą surów­kę jem całą zimą, nie tyl­ko do kal­ma­rów.

 

 

 

A może to?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *