Zeljanica - pita z serem i szpinakiem z użyciem gotowych jufek

zeljanica 3 (1 of 1)

Zeljanica, domo­wa pita z serem i szpi­na­kiem z uży­ciem goto­we­go cia­sta. Żaden wstyd, tyl­ko dro­ga do pysz­ne­go i szyb­kie­go obia­du. 

Jeśli myśli­cie, że wszyst­kie bał­kań­skie gospo­dy­nie robią w domu tyl­ko i wyłącz­nie pitę z wła­snym cia­stem, czy­li roz­cią­ga­ją juf­ki, tak jak w tym prze­pi­sie, to się gru­bo myli­cie.

Kiedyś też tak myśla­łam, ale zawsze tro­chę dzi­wi­ła mnie ilo­ść goto­wy­ch jufek zaj­mu­ją­cy­ch kil­ka półek w skle­po­wy­ch lodów­ka­ch. Dość szyb­ko oka­za­ło się, że więk­szo­ść domo­wy­ch pit, któ­re np. przy­no­si­ły moje kole­żan­ki do pra­cy, oka­za­ła się wła­śnie zro­bio­na z kup­ny­ch jufek. To żaden wstyd, a nie­któ­rzy do dziś dziw­nie na mnie patrzą, jak mówię, że potra­fię zro­bić sama w domu juf­ki. Jak się oka­zu­je, ta umie­jęt­no­ść, nie oszu­kuj­my się dość skom­pli­ko­wa­na, wca­le nie jest aż tak popu­lar­na, szcze­gól­nie wśród młod­sze­go poko­le­nia. Dziwne? No może, ale nie­ch pierw­szy rzu­ci kamie­niem ten, kto nigdy nie kupił goto­wy­ch pie­ro­gów! Są dania, któ­re po pro­stu są tak cza­so­chłon­ne i skom­pli­ko­wa­ne, że nawet jeśli na co dzień sta­ra­my się nie kupo­wać goto­wy­ch pro­duk­tów, to dla nie­któ­ry­ch trze­ba od cza­su do cza­su zro­bić dys­pen­sę.

Ale to, co mnie jesz­cze w kup­ny­ch juf­ka­ch odrzu­ca­ło nie ma aku­rat nic wspól­ne­go z ambi­cją, czy wizją goto­wa­nia w wer­sji slow. Po pro­stu skład więk­szo­ści jufek jest zatrwa­ża­ją­cy. Żeby cia­sto się nie rwa­ło i było dłu­go świe­że, ilo­ść sztucz­ny­ch dodat­ków idzie w dzie­siąt­ki. A juf­ka to nic inne­go jak mąka, woda, olej i sól. Na szczę­ście przy odro­bi­nie dobrej woli, w każ­dym więk­szym super­mar­ke­cie w Bośni, a wie­rzę, że rów­nież w sąsied­ni­ch kra­ja­ch, moż­na kupić juf­ki z mniej­szy­ch zakła­dów, któ­re wyra­bia­ne są tra­dy­cyj­ną meto­dą i nie zawie­ra­ją żad­ny­ch polep­sza­czy. Do moich ulu­bio­ny­ch nale­żą pro­duk­ty z zakła­du Jufkara Sanela z Zenicy. Już sam wygląd wyróż­nia je w tłu­mie. Skromny folio­wy wore­czek i wsa­dzo­na do nie­go kart­ka napi­sa­na czcion­ką New Times Roman jakieś, na oko, 15 lat temu. Bez żad­ne­go zdję­cia, czy nawet kolo­ru! Uwielbiam Sanelę i wyobra­żam sobie, że to ona oso­bi­ście te juf­ki wyra­bia i suszy tak, aby nada­wa­ły się do użyt­ku przez kil­ka­na­ście dni od daty pro­duk­cji. Ja aku­rat kupu­ję je w sie­ci mar­ke­tów Bingo lub w mniej­szy­ch skle­pa­ch. Nie dość, że mają dobry skład, to jesz­cze wystę­pu­ją w wer­sji razo­wej. Rozczulające jest to, że napi­sa­ne jest na nich, że razo­wa juf­ka prze­zna­czo­na jest dla dia­be­ty­ków i osób cho­ru­ją­cy­ch na wrzo­dy żołąd­ka, a nie po pro­stu dla ludzi, któ­rzy sta­ra­ją się uni­kać bia­łej mąki i cenią sobie peł­ny smak zia­ren. Widać, że mar­ke­ting poczci­wej Jufkary nie­ko­niecz­nie nadą­ża za naj­now­szy­mi tren­da­mi, a dodat­ko­wo zdra­dza kla­sycz­ne pod­je­ście Bośniaków do jedze­nia. Jeśli jesz chleb razo­wy, to pew­nie coś ci dole­ga i musi­sz, a nie bo ci sma­ku­je…

Ok, koń­czę ten wywód, bo czu­ję, że jestem jedy­ną oso­bą w całej BiH, a nawet na zie­mi, któ­ra ana­li­zu­je nie tyl­ko skład jufek, ale jesz­cze kon­tek­st kulturowo-społeczny i anty­mar­ke­tin­go­we podej­ście old -scho­olo­we­go zakła­du pro­du­ku­ją­ce­go juf­ki z Zenicy.

Zanim przej­dzie­my do prze­pi­su, nad­mie­nię, że bez wzglę­du na to jakiej fir­my i o jakim skła­dzie kupi­cie juf­ki, robie­nie z nich pity nie­co róż­ni się od tego, w jaki spo­sób robi­my pitę ze świe­żej domo­wej juf­ki. Jufki kupio­ne w skle­pie muszą być lek­ko pod­su­szo­ne, żeby się nie skle­iły, a nadal były cień­sze niż papier śnia­da­nio­wy. Z tego wzglę­du są nie­co mniej ela­stycz­ne, łatwiej się rwą i cię­żej zwi­ja­ją w śli­ma­ki. Ale jest na to spo­sób. Wyjmijcie wszyst­kie juf­ki z opa­ko­wa­nia i umieść­cie na wil­got­nej ście­recz­ce. Przykryjcie stos jufek dru­gą mokrą ście­recz­ką. Po wzię­ciu kolej­nej, uwa­żaj­cie, żeby poło­żyć mokrą ście­recz­kę na następ­nej, dopó­ki nie przyj­dzie jej kolej.

Najłatwiejszym warian­tem pity z goto­wy­ch jufek jest pita pola­ga­na, czy­li skła­da­na. Warstwa cia­sta, war­stwa nadzie­nia i tak do wyczer­pa­nia arku­szy. Ten spo­sób zapew­nia wyko­rzy­sta­nie wszyst­ki­ch jufek, jest pro­sty i nic się nie mar­nu­je. Nie zna­czy to, że nie da się zro­bić duże­go śli­ma­ka, lub mały­ch śli­ma­ków z takie­go cia­sta, ale lepiej zacząć od warian­tu skła­da­ne­go.

zeljanica 1 (1 of 1)

Pita zelja­ni­ca - z twa­ro­giem i szpi­na­kiem

300 g twa­ro­gu

300 g posie­ka­ne­go świe­że­go szpi­na­ku (nie może być mro­żo­ny, ma za dużo wody)

2 jaj­ka

½ opa­ko­wa­nia śmie­ta­ny

150 ml wody, wody z roz­to­pio­nym masłem, lub mle­ka

1 opa­ko­wa­nie cia­sta na pity – juf­ka, lub grec­kie­go cia­sta phil­lo

olej sło­necz­ni­ko­wy (nie pró­buj­cie z żad­nym innym, no może ewen­tu­al­nie z rze­pa­ko­wym, ale oli­wa się nie nada­je) tyle ile będzie potrzeb­ne do posma­ro­wa­nia każ­dej juf­ki, czy­li mniej wię­cej ok. 2 szkla­nek, a nie dwó­ch łyżek. Niestety pita, żeby wyszła dobra musi być tłu­sta, a reduk­cja ole­ju źle się koń­czy. Albo jest za sucha, albo pod wpły­wem mokre­go nadzie­nia robi się klu­cho­wa­ta i roz­mię­kła.

Farsz. Wymieszać suro­wy posie­ka­ny szpi­nak z serem, jaj­ka­mi i dopra­wić solą i pie­przem do sma­ku. Dodać pół małe­go opa­ko­wa­nia śmie­ta­ny, lub mniej.

Przygotować okrą­głą lub kwa­dra­to­wą for­mę o śred­ni­cy 20-28cm. Pita będzie grub­sza, lub cień­sza. Nie ma to aż takie­go zna­cze­nia. Spód dobrze nasma­ro­wać ole­jem, lub wyło­żyć papie­rem do pie­cze­nia (dla wie­lu lokal­ny­ch gospo­dyń nie do pomy­śle­nia, ale testo­wa­łam i spo­koj­nie moż­na tak zro­bić). Na spód poło­żyć jed­ną juf­kę, pozo­sta­ło­ści wysta­ją­ce ode­rwać i odło­żyć. Posmarować ole­jem – ręką lub pędzel­kiem. Musi się cała błysz­czeć. Potem nało­żyć dru­gą juf­kę i znów posma­ro­wać ole­jem. Rozłożyć rów­no­mier­nie far­sz, nie­zbyt gru­bo! Położyć na nie­go kolej­ną juf­kę, odry­wa­jąc znów wysta­ją­ce boki i posma­ro­wać ją ole­jem. I tak do koń­ca. Warstwa far­szu, war­stwa juf­ki posma­ro­wa­nej ole­jem. Jeśli ode­rwa­ny­ch czę­ści juf­ki jest dużo, to moż­na je porwać na małe kawa­łecz­ki i wrzu­cić do far­szu. Tak się robi serb­ską giba­ni­cę, w Bośni zwa­ną pitą gužva­rą. Ja, jeśli robię pitę w małej for­mie, to szko­da mi wyrzu­cać wysta­ją­ce czę­ści cia­sta, a z kolei jeśli je zawi­jać do środ­ka, to pita robi się nie­rów­na i źle się pie­cze. Wmieszane kawał­ki w far­sz serowo-szpinakowy spra­wia­ją, że pita ma lep­szą struk­tu­rę.

Przed pie­cze­niem pitę pokro­ić! Przed. Nie po. Polać pitę wodą, wodą z roz­to­pio­nym masłem lub mle­kiem, co kto lubi. Około poło­wę ilo­ści. Piec w nagrza­nym do 200 st. pie­kar­ni­ku nasta­wio­nym na góra-dół, bez ter­mo­obie­gu. Pita, w zależ­no­ści od gru­bo­ści, będzie goto­wa po 30-40 minu­ta­ch. Po upie­cze­niu polać pozo­sta­łym pły­nem. Podawać ze szklan­ką jogur­tu lub ajra­nu.

zeljanica 2 (1 of 1)

 

A może to?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *