Pura na ponure poranki, czyli bałkańska śniadaniowa kasza kukurydziana

pura-1

Śniadania to nie jest moc­na stro­na bał­kań­skiej kuch­ni. Nie ma zwy­cza­ju cele­bra­cji śnia­dań i czę­sto ten tak zwa­ny naj­waż­niej­szy posi­łek dnia jest po pro­stu pomi­ja­ny albo trak­to­wa­ny po maco­sze­mu. Pierwszą zasa­dą bośniac­kie­go śnia­da­nia jest kawa, oczy­wi­ście pita na czczo. Wiadomo, nie ma to jak zalać pusty żołą­dek czar­ną gęstą od fusów czar­ną jak smo­ła kawą z dże­zwy. A w towa­rzy­stwie papie­ro­sa to już w ogó­le, czy­sta przy­jem­no­ść i kwin­te­sen­cja uda­ne­go poran­ka. Nie powiem, że nie pró­bo­wa­łam. Niejeden stu­denc­ki sara­jew­ski dzień w zamierz­chły­ch cza­sa­ch zaczy­nał się w ten spo­sób i miał on nie­wąt­pli­wie swój urok i roman­ty­kę. Choć teraz za żad­ne skar­by nie wró­ci­ła­bym do tego zwy­cza­ju, to muszę przy­znać, że więk­szo­ść moich bośniac­ki­ch zna­jo­my­ch nadal go prak­ty­ku­je.

 Nie muszę oczy­wi­ście mówić, ile razy zda­rzy­ło mi się, że sma­żo­ne prze­ze mnie pan­kej­ki, jaj­ka i inne przy­sma­ki były przez bośniac­ki­ch gości odsu­wa­ne na bok, dopó­ki dże­zwa z kawą nie zosta­ła opróż­nio­na. Teraz nauczo­na doświad­cze­niem, zawsze pytam, chy­ba w sumie czy­sto reto­rycz­nie, czy naj­pierw kawa i czy wy w ogó­le coś rano jecie? Co cie­ka­we, więk­szo­ść Bośniaków jest tak przy­zwy­cza­jo­na do rytu­ału picia kawy na czczo, że nie widzi w tym zwy­cza­ju nic nie­zdro­we­go.

Ale jeśli Bośniacy już jedzą śnia­da­nia, to co jedzą? Repertuar nie jest zbyt sze­ro­ki. W tygo­dniu czę­sto jest to roga­lik, buł­ka albo jakiś inny słod­ki lub sło­ny wypiek z pobli­skiej pie­kar­ni. Te są na każ­dym rogu i ofe­ru­ją mnó­stwo śnia­da­nio­wy­ch opcji, rano jest w nich napraw­dę spo­ry ruch. Nie zapo­mnę wiel­ki­ch puszy­sty­ch bułek zwa­ny­ch buch­tla­mi, wypeł­nio­ny­ch osła­wio­ną już „jugo­sło­wiań­ską Nutellą”, czy­li kul­to­wym Eurokremem, któ­re poże­ra­łam na pętli tram­wa­jo­wej nie­opo­dal zagrzeb­skie­go aka­de­mi­ka Stjepan Radić. W Sarajewie zaś, lata temu, zasma­ko­wa­łam w lokal­nym przy­sma­ku, jakim jest „kifla s viršlom”, czy­li słod­ka­wy rogal z parów­ką (!). Inne popu­lar­ne warian­ty to droż­dżo­wy śli­mak z serem na sło­no, albo cia­sto fran­cu­skie z wiśnia­mi. Brzmi pysz­nie, ale jako­ść nie­ste­ty nie powa­la. Wypieki są zapra­wio­ne wszel­kiej maści spulch­nia­cza­mi, kon­ser­wan­ta­mi i sztucz­ny­mi barw­ni­ka­mi, któ­re czę­sto pozo­ru­ją wypie­ki peł­no­ziar­ni­ste. Zdecydowanym plu­sem pie­kar­ni jest świe­żo­ść wypie­ków (czę­sto są jesz­cze cie­płe!), któ­ra nie­ste­ty też bar­dzo szyb­ko się ulat­nia. Stąd pew­nie więk­szo­ść osób wyja­da swo­je pie­czy­wa pro­sto z papier­ka, od razu po wyj­ściu z pie­kar­ni. Pani w szpil­ka­ch i gar­son­ce, któ­ra idzie żwa­wo do tram­wa­ju, zagry­za­jąc w bie­gu kiflę, czy­li roga­lik, to widok nader czę­sty i sym­pa­tycz­ny.

Na zwy­kłe bośniac­kie domo­we śnia­da­nie czę­sto je się jaj­ka. Omlety z żół­tym serem, jajecz­ni­cę (raczej bez dodat­ków), lub jaj­ka „na oko”, czy­li sadzo­ne. Klasyka poda­wa­na z pie­czy­wem, w towa­rzy­stwie serów i wędlin. Dużą popu­lar­no­ścią cie­szą się dro­bio­we parów­ki. A tak­że, jak Bałkany dłu­gie i sze­ro­kie, pasz­te­ty z pusz­ki są nie­zwy­kle popu­lar­ne. W skle­pa­ch pasz­te­ty cią­gną się na pół­ka­ch w nie­skoń­czo­no­ść. Są lep­sze (droż­sze) i gor­sze (tań­sze) oraz dostęp­ne w wie­lu wymyśl­ny­ch warian­ta­ch. W Bośni naj­bar­dziej ulu­bio­ny (i naj­droż­szy!) to pasz­tet Argeta - przy­smak wie­lu dzie­ci i doro­sły­ch. Nawet tele­wi­zyj­na rekla­ma prze­ko­nu­je, że mamy w tro­sce o swo­je pocie­chy powin­ny robić im kanap­ki ze zdro­wą (?) Argetą. Cóż, mazio­wa­te pasty z małą zawar­to­ścią mię­sa a z dużą kon­ser­wan­tów kocha się tutaj miło­ścią wiel­ką i nie­zmien­ną. Nie powiem, do cza­su do cza­su, kifla zanu­rzo­na w dro­bio­wej Argecie ma swój urok.

Ale teraz na serio. Jest oczy­wi­ście parę bał­kań­ski­ch śnia­da­nio­wy­ch kla­sy­ków, któ­re zasłu­gu­ją na uzna­nie. Przede wszyst­kim uštip­ci, czy­li droż­dżo­we pucha­te racu­chy sma­żo­ne na głę­bo­kim ole­ju. Podawane z tłu­stym ser­kiem – kaj­ma­kiem lub twa­roż­kiem, popi­ja­ne jogur­tem są napraw­dę sycą­cym daniem. Znane na cały­ch Bałkanach pod róż­ny­mi nazwa­mi. Przyrządza się je naj­czę­ściej w week­en­dy, bo wyma­ga­ją cza­su i są naj­lep­sze od razu po usma­że­niu. Co cie­ka­we, racu­chów nie je się na słod­ko, choć mają neu­tral­ny smak. Można je też czę­sto zamó­wić w restau­ra­cja­ch w rama­ch prze­ką­ski, nie­ko­niecz­nie śnia­da­nio­wej.

Ale zde­cy­do­wa­nie moim fawo­ry­tem jest pura, czy­li kasz­ka kuku­ry­dzia­na. Uwielbiana we Włoszech polen­ta, zna­na pod nazwą palen­ta, pura, žgan­ci czy kuku­ru­za była od dawien daw­na jedze­niem bie­da­ków na Bałkanach. Kukurydza jest na Półwyspie upra­wia­na wszę­dzie i była zawsze łatwo dostęp­na, dodat­ko­wo dobrze się prze­cho­wy­wa­ła i była źró­dłem łatwo przy­swa­jal­nej ener­gii. Przetrwała do dziś w posta­ci goto­wa­nej pożyw­nej kaszy, któ­rą ser­wu­je się tra­dy­cyj­nie na śnia­da­nie w towa­rzy­stwie śmie­ta­ny, twa­roż­ku, gęste­go jogur­tu. W nie­któ­ry­ch regio­na­ch poda­je się polen­tę z czosn­kiem i skwar­ka­mi.

Uwielbiam ją. Złocista, kre­mo­wa, pożyw­na. Bałkański com­fort food, któ­ry może spo­koj­nie kon­ku­ro­wać z wypa­sio­ny­mi bio-owsiankami. Oczywiście polen­tę moż­na też sma­żyć, gril­lo­wać. To dosko­na­ły doda­tek do mięs, ryb, warzyw goto­wa­ny­ch. Polenta to baza do zapie­ka­nek i wypie­ków. Ale dzi­siaj naj­prost­szy, naj­szyb­szy i chy­ba jed­nak naj­pysz­niej­szy wariant.

pura-2

Uwaga, polen­ta to nie jest mąka kuku­ry­dzia­na. To kasz­ka. Można ją spo­tkać w warian­cie z peł­ne­go prze­mia­łu (mój fawo­ryt) lub już oczysz­czo­ną, w wer­sji instant. Na cały­ch Bałkanach jest łatwo dostęp­na, prak­tycz­nie w każ­dym skle­pie spo­żyw­czym. Jest też bar­dzo tania. Warto się w nią zaopa­trzyć na zapas, żeby potem cie­szyć się cie­płym i sycą­cym śnia­da­niem w cza­sie jesien­ny­ch słot i zimo­wy­ch ponu­ry­ch poran­ków. Poczciwa pura nie powin­na mieć kom­plek­sów przy wypa­sio­ny­ch bio-owsiankach na mle­ku mig­da­ło­wym.

Pura

Przygotować por­cję kaszy zgod­nie z prze­pi­sem na opa­ko­wa­niu. W zależ­no­ści od zmie­le­nia ziar­na trwa to od kil­ku do kil­ku­na­stu minut. Gotować nale­ży na wodzie. Jeśli ktoś jest fanem mle­ka, moż­na dodać kil­ka chlu­stów pod koniec goto­wa­nia, dla sma­ku.

W cza­sie goto­wa­nia dodać łyż­kę masła lub neu­tral­ne­go w sma­ku ole­ju (albo nawet koko­so­we­go, struk­tu­ra będzie jesz­cze bar­dziej kre­mo­wa).

Podawać od razu (polen­ta szyb­ko zasty­ga!) z gęstym jogur­tem greckim/bałkańskim, śmie­ta­ną, bał­kań­skim tłu­stym serem typu kaj­mak, albo z rzad­kim twa­roż­kiem. Proporcje są dowol­ne. Ja lubię jak nabiał jest dodat­kiem do kaszy, a nie odwrot­nie.

pura-3

A może to?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *