Sefardyjskie jajka

3. sefardska jaja

W zgo­dzie z moją prze­wrot­ną natu­rą dzi­siaj pro­po­nu­ję wam dość nie­ty­po­wą potra­wę, któ­ra ide­al­nie nada­je się na wiel­ka­noc­ny stół. Choć jej przy­go­to­wa­nie zabie­ra tro­chę czas, to jesz­cze nie jest za póź­no, żeby zdą­żyć  przed świę­ta­mi.

Jajka po żydow­sku, a dokład­niej rze­cz bio­rąc, po sefar­dyj­sku. Na Wielkanoc, dla­cze­go nie? Ich przy­go­to­wa­nie i wygląd mogą budzić pew­ne oba­wy, ale zapew­niam, że smak i zapa­ch pod­czas goto­wa­nia wyna­gra­dza wszyst­ko!

Ale od począt­ku. Dwa lata temu, przy oka­zji pro­jek­tu z pra­cy, zosta­łam zapro­szo­na, wraz gość­mi z Polski, na sza­ba­to­wą piąt­ko­wą kola­cję do Gminy Żydowskiej w Sarajewie. Współpracowałam z nimi już wcze­śniej i mia­łam prze­mi­łe doświad­cze­nia. Sarajewscy Sefardyjczycy, ich histo­ria i teraź­niej­szo­ść zasłu­gu­ją na co naj­mniej książ­kę (wie­lo­to­mo­wą!), więc nie będę nawet pró­bo­wać wam stresz­czać całe­go kon­tek­stu.

Dzisiejsi potom­ko­wie Sefardów, któ­rzy w dru­giej poło­wie XV wie­ku wygna­ni dekre­tem alham­bryj­skim z Półwyspu Iberyjskiego, przy­by­li na tere­ny Bośni, ówcze­sne­go Imperium Otomańskiego, żyją w Sarajewie nie­co na ubo­czu, ale cie­szą się powa­ża­niem i sza­cun­kiem. Pośród wsze­la­ki­ch nacjo­na­li­zmów, aku­rat anty­se­mi­ty­zm się na bośniac­kiej zie­mi nie zaszcze­pił. Na szczę­ście.

Sarajewscy Żydzi two­rzą swój mały mikro­ko­smos, któ­re­go cen­trum jest wła­śnie Gmina Żydowska. Miejsce usy­tu­ło­wa­ne w samym cen­trum mia­sta, choć z zewną­trz na to nie wyglą­da, w środ­ku tęt­ni życiem. W smu­ga­ch wszech­obec­ne­go dymu cią­gną­ce­go się od duże­go wej­ścio­we­go hal­lu, poprzez biu­ra, aż do restau­ra­cji, wśród pod­wię­dły­ch papro­tek i posza­rza­ły­ch rodo­den­dro­nów deba­tu­ją od wcze­sny­ch godzin przed­po­łu­dnio­wy­ch star­si jego­mo­ście w lek­ko wytar­ty­ch już koszu­la­ch, oraz w mniej­szej ilo­ści, ale jed­nak, panie z wyon­du­lo­wa­ny­mi fry­zu­ra­mi. Siedzą, piją, palą i roz­ma­wia­ją, leni­wie prze­glą­da­jąc gaze­ty. W biu­ra­ch tro­chę żyw­szy ruch i tro­chę mniej­sza śred­nia wie­ku. Na ścia­na­ch wiszą pla­ka­ty i ulot­ki z ofer­ta­mi wycie­czek do Izraela oraz roz­kła­dem modli­tw. Gabinet prze­wod­ni­czą­ce­go gmi­ny urzą­dzo­ny w sty­lu baro­ko­wym, na ścia­na­ch wiszą obra­zy z posta­cia­mi, jak­by się dzi­siaj powie­dzia­ło, trans­gen­de­ro­wy­mi. Pewnie nie ma gościa, któ­ry w koń­cu nie oparł się poku­sie i nie zadał nie­śmia­łe­go pyta­nia, czy więk­szo­ść por­tre­tów przed­sta­wia kobie­ty czy męż­czy­zn. Gospodarz bez mru­gnię­cia okiem opo­wia­da o spe­cy­ficz­nej uro­dzie Sefardyjek, pod­kre­ślo­nej, dla nas już nie­oczy­wi­stym, enig­ma­tycz­nym ubio­rem.

Ale wra­ca­jąc do sza­ba­to­we­go wie­czo­ru. Rozpoczął się on oczy­wi­ście przed zacho­dem słoń­ca, zapro­sze­niem do dłu­gie­go i bar­dzo skrom­nie nakry­te­go sto­łu. Zaproponowano nam kawę i soki. Po kil­ku­na­sto­mi­nu­to­wej poga­węd­ce, mło­dy rabin zapro­sił człon­ków wspól­no­ty i gości, czy­li nas, na modli­twę. Wstaliśmy my i... może jesz­cze kil­ku star­szy­ch męż­czy­zn. Ponad dwa­dzie­ścia osób zosta­ło na sali i spo­koj­nie odda­wa­ło się poga­węd­kom. Modlitwa była, jak przy­zna­li nasi goście z war­szaw­skiej syna­go­gi refor­mo­wa­nej, krót­ka i zupeł­nie inna. Ale i tak mi się podo­ba­ła, bo była ener­gicz­na i szcze­ra. Po modli­twie, zeszli­śmy z powro­tem do sali restau­ra­cyj­nej.

1. sefardska jaja

I teraz docho­dzi­my do sed­na. Na każ­dym tale­rzy­ku leża­ło jaj­ko. Już obra­ne. Z dale­ko wyglą­da­ło jak zwy­kłe jaj­ko na twar­do. Ale z bli­ska, już gorzej. Było sine, sza­re. Po prze­kro­je­niu brą­zo­wa­we. Nie wyglą­da­ło na świe­że. Obok w koszycz­ka­ch leża­ły nie­obra­ne jaj­ka w czer­wo­ny­ch sko­rup­ka­ch. Skądś zna­łam ten kolor, ale jed­nak moja uwa­ga była głów­nie skon­cen­tro­wa­na na tym, co zro­bić z tym jajem na tale­rzu. Nie było go jak ukryć, nie zje­ść też nie wypa­da. Moje roz­ter­ki zauwa­ży­ła sie­dzą­ca na prze­ciw­ko żona prze­wod­ni­czą­ce­go gmi­ny, jed­na z naj­waż­niej­szy­ch osób przy sto­le, bar­dzo dys­tyn­go­wa­na dama o impo­nu­ją­cej trwa­łej ondu­la­cji i podzwa­nia­ją­cy­ch kol­czy­ka­ch. Nachyliła się do mnie i poufa­łym tonem szep­nę­ła „wiem, że wyglą­da­ją ohyd­nie, ale są pysz­ne! Moje dzie­ci uwiel­bia­ją te jaj­ka. To bar­dzo sta­ry sefar­dyj­ski przy­smak, musi­sz koniecz­nie spró­bo­wać”. Przekonała mnie. Spróbowałam i się zdzi­wi­łam. Były napraw­dę smacz­ne. Jakby maśla­ne w sma­ku, kre­mo­we. Lekko sło­ne i pie­prz­ne, cho­ciaż ich nie soli­łam, ani nie pie­przy­łam. Miały korzenno-ziołowy posmak.  Po pierw­szym kęsie zja­dłam całe i odru­cho­wo spoj­rza­łam stos na ciem­no­bor­do­wy­ch jajek leżą­cy­ch przede mną na tale­rzy­ku. Pani F. uśmiech­nę­ła się spod swo­jej trwa­łej z trium­fem w ocza­ch. Nie mogłam nie zapy­tać jej o to jak przy­rzą­dza się te jaj­ka. I zdę­bia­łam jak mi opo­wie­dzia­ła. Przeczytajcie prze­pis i zare­zer­wuj­cie dwa-trzy dni. Sefardyjskie jaj­ka są napraw­dę łatwe, a jak­że efek­tow­ne. Jest też spo­sób, żeby wyglą­da­ły ład­niej niż te, któ­re ja jadłam.

dav

Sefardyjskie jaj­ka

10 naj­lep­szej jako­ści jaj (swo­je oso­bi­ście zbie­ra­łam od praw­dzi­wie szczę­śli­wy­ch kur, ale moż­na oczy­wi­ście kupić eko-jajka)

łuski z oko­ło kilo­gra­ma cebu­li

kil­ka list­ków lau­ro­wy­ch

10 zia­ren zie­la angiel­skie­go

3 goź­dzi­ki suszo­ne

fili­żan­ka ole­ju

5 łyżek octu

1 łyż­ka pie­przu w zia­ren­ka­ch

3 łyż­ki soli mor­skiej

2 l wody

2. sefardska jaja

Jajka umie­ścić w garn­ku ze wszyst­ki­mi skład­ni­ka­mi. Zalać wodą i zago­to­wać. Po zago­to­wa­niu wody przy­kryć pokryw­ką, zmniej­szyć pal­nik na naj­mniej­szą moc i goto­wać 12 godzin. Tak 12 godzin. Np. całą noc lub cały dzień. Po tym cza­sie jaj­ka wyłą­czyć. Pozostawić w garn­ku do wystu­dze­nia. Potem znów goto­wać kolej­ną noc lub dzień. Nie oszu­kuj­my się nie musi być rów­ne dwa­na­ście godzin. Może być 8-10. Jeśli chce­my, żeby jaj­ka mia­ły mar­mur­ko­we wzor­ki, co zde­cy­do­wa­nie pod­no­si ich walo­ry este­tycz­ne, trze­ba przed dru­gą turą goto­wa­nia je deli­kat­nie obtłuc i obtłu­czo­ne wrzu­cić znów do garn­ka. Będą wyglą­da­ły jak słyn­ne chiń­skie her­ba­cia­ne jaj­ka.

4. sefardska jaja

Powodzenia i smacz­ne­go! Dajcie znać, czy się sku­si­li­ście.

5. sefardska jaja

A może to?

1 komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *