Tarta figowa z lawendą i karobem

tarta figowa karob lawenda z gory

Zatrzymać dal­ma­tyń­skie lato. Słoneczne, cięż­kie i słod­kie od lepią­ce­go upa­łu, któ­ry obez­wład­nia i jed­no­cze­śnie męczy w tak przy­jem­ny spo­sób. Pachnie lawen­dą, ogłu­sza cyka­da­mi, zosta­wia sól na skó­rze i we wło­sa­ch. Nie mogę wytrzy­mać zbyt dłu­go zgieł­ku pla­ży, palą­ce słoń­ce mąci mi myśli i nie daje odpo­cząć, dener­wu­ją mnie zatło­czo­ne mia­stecz­ka z tym całym mor­skim badzie­wiem roz­ło­żo­nym na dep­ta­ka­ch wśród wle­czą­cy­ch się tępo tury­stów oto­czo­ny­ch chma­ra­mi zgrza­ny­ch, zmę­czo­ny­ch i roz­wrzesz­cza­ny­ch dzie­ci. Ale w pamię­ci mam też wędrów­ki w głąb wysp i cią­gną­ce się po hory­zont win­ni­ce i gaje oliw­ne z tymi dziw­nie skle­co­ny­mi bud­ka­mi pil­no­wa­ny­mi przez wychu­dzo­ne psy. Lubię małe mary­nar­skie cmen­ta­rze na wzgó­rza­ch, koniecz­nie z wido­kiem na morze, któ­ry­ch gro­bow­ce upstrzo­ne są dra­ma­tycz­ny­mi modli­twa­mi wyka­li­gra­fo­wa­ny­mi wymyśl­ną czcion­ką. Wspomnienie adria­tyc­ki­ch kąpie­li, tego spe­cy­ficz­ne­go, powol­ne­go bez­tro­skie­go dry­fo­wa­nia w szma­rag­do­wym bez­kre­sie, z dala od wszyst­kie­go, będzie mi towa­rzy­szy­ło jesz­cze przez kil­ka mie­się­cy. Zanim wyblak­nie, pogrą­ży się i osta­tecz­nie znik­nie w zimo­wym, depre­syj­nym sara­jew­skim smo­gu.

Żeby dal­ma­tyń­skie lato nie ucie­kło mi za szyb­ko zamknę­łam je w tar­cie figo­wej razem z dwo­ma cha­rak­te­ry­stycz­ny­mi dla tego regio­nu skład­ni­ka­mi, lawen­dą i karo­bem. Tarta jest dość cięż­ka, bar­dzo aro­ma­tycz­na, esen­cjo­nal­na, nie tyl­ko sma­ku­je, ale też obłęd­nie pach­nie. Jest w niej coś z let­nie­go rodza­ju maso­chi­zmu, niby tro­chę męczy, ale nie moż­na się ode­rwać i chce się jesz­cze i jesz­cze.

I będzie moż­na ją robić całą jesień i zimę! O ile osta­nie się dżem figo­wy.

Właśnie. Figi. W tym regio­nie to żaden luk­sus kupo­wa­ny na sztu­ki. Rosną wszę­dzie, cza­sa­mi przy dro­dze, cza­sa­mi na par­kin­gu. Oczywiście moż­na je kupić na przy­droż­ny­ch sto­iska­ch, w mały­ch skle­pi­ka­ch, w super­mar­ke­ta­ch. Rzadko dotrwa­ją do momen­tu aż wyko­rzy­stam je w jakimś prze­pi­sie. Zjadam je na suro­wo, ze skór­ką, odgry­zam jedy­nie ogon­ki. Czasem doda­ję je do sałat­ki z kozim serem i ruko­lą. Często robię dżem figo­wy, bo jest banal­nie pro­sty. Wrzuca się pokro­jo­ne figi do garn­ka i gotu­je na wol­nym ogniu do uzy­ska­nia odpo­wied­niej kon­sy­sten­cji. Łatwo się roz­pa­da­ją, są tak słod­kie, że nie potrze­bu­ją cukru, wystar­czy jedy­nie nie­co cytry­ny dla wyostrze­nia sma­ku. Lubię kie­dy maleń­kie figo­we pestecz­ki w dże­mie tak przy­jem­nie strze­la­ją w zęba­ch. Sezon na figi nie trwa zbyt dłu­go, ale całą jesień będą dostęp­ne w pod­su­szo­ne, choć nadal mię­si­ste i peł­ne sma­ku. Nanizane na sznu­rek jak obwa­rzan­ki, poprze­pla­ta­ne czę­sto liść­mi lau­ro­wy­mi będą do kupie­nia w dro­dze do Mostaru, na pobli­skim bazar­ku, nie wspo­mi­na­jąc już o wybrze­żu. W grud­niu wyko­rzy­stam je w świą­tecz­ny­ch figo­wy­ch kulecz­ka­ch z rumem.

tarta figowa karob lawenda calosc

Wracając do dzi­siej­szej tar­ty. Karob, po chor­wac­ku rogač, drze­wo, na któ­rym rośnie nazy­wa się sza­rań­czyn strą­ko­wy, a pro­szek zro­bio­ny z jego strą­ków jest zwa­ny mącz­ką z chleb­ka świę­to­jań­skie­go. Ma dłu­gą histo­rię. Niektóre źró­dła poda­ją, że być może sam św. Jan, któ­ry miał prze­żyć na pusty­ni jedząc sza­rań­cze, jadł wca­le nie lata­ją­ce owa­dy, ale przy­po­mi­na­ją­ce je wła­śnie strą­ki karo­bu. Stąd nazwa - sza­rań­czyn. W Talmudzie podob­nie. Jeden z rabi­nów miał prze­żyć w jaski­ni na karo­bie aż 12 lat. Coś z tymi odżyw­czy­mi wła­ści­wo­ścia­mi musi być na rze­czy! I co naj­waż­niej­sze, karob to wca­le nie jest egzo­tycz­ny hip­ster­ski super­fo­od za milio­ny monet, któ­ry odpły­nie jak inne tren­dy. Rogač rośnie od wie­ków w Dalmacji i sze­rzej w całym base­nie Morza Śródziemnego i jest wyko­rzy­sty­wa­ny do tra­dy­cyj­ny­ch dese­rów oraz jako natu­ral­ny śro­dek żelu­ją­cy i kon­ser­wu­ją­cy. Karob moż­na doda­wać do kok­taj­li, lub sto­so­wać jako zdro­wy i słod­szy zamien­nik kakao. Na, fan­ta­stycz­nej skąd­inąd, stro­nie Roślinne Porady może­cie prze­czy­tać wię­cej o jego nie­sa­mo­wi­ty­ch wła­ści­wo­ścia­ch, a jeśli ktoś wybie­ra się na póź­ny urlop do Chorwacji, to może spo­tka go na swo­jej dro­dze i zro­bi zapa­sy oso­bi­ście. Do kupie­nia też w BiH, a podej­rze­wam, że i w Czarnogórze, Serbii i Macedonii. Karob sto­su­je się w Dalmacji do róż­ny­ch „mokry­ch cia­st” np. z jabł­ka­mi, more­la­mi czy śliw­ka­mi. Przypominają w sma­ku tro­chę pier­nik, a tro­chę brow­nie.

Na koniec lawen­da. Uwielbiam. Wielbię. Zapach i smak, kolor. Wszystko. Lawenda nie tyl­ko nada­je się do sza­fy czy do wazo­nu. Te same zasu­szo­ne maleń­kie aro­ma­tycz­ne kwia­tusz­ki wyko­rzy­stu­je się z powo­dze­niem w kuch­ni. Można nią aro­ma­ty­zo­wać cukier, moż­na zago­to­wać w wodzie z dodat­kiem cukru i zro­bić syrop, któ­ry potem doda­je się do wypie­ków i nale­śni­ków czy domo­wej lemo­nia­dy. Lawendowe lody są pysz­ne. Lawendowy miód jest wspa­nia­ły. Kupując worecz­ki z lawen­dą, kup­cie o jeden wię­cej i odłóż­cie do kuch­ni mię­dzy przy­pra­wy. Koniecznie!

Karob lubi się z figa­mi. Figi lubią się z lawen­dą. To pro­ste i har­mo­nij­ne, ale nadal bar­dzo szla­chet­ne połą­cze­nie. Nie ma na co cze­kać.

Tarta figo­wa z lawen­dą i karo­bem

Na kru­che cia­sto:

300 gr mąki pszen­nej tor­to­wej

3 łyż­ki cukru musco­va­do

3 czu­ba­te łyż­ki karo­bu

2 łyżecz­ki suszo­nej lawen­dy

1 żółt­ko

1 łyżecz­ka śmie­ta­ny lub jogur­tu grec­kie­go

150 gr schło­dzo­ne­go masła

1 łyż­ka bar­dzo zim­nej wody

szczyt­pa soli

Nadzienie:

2kg fig (zie­lo­ny­ch, fio­le­to­wy­ch lub mie­sza­ny­ch)

50 gr karo­bu

sok z 1 dużej cytry­ny

Dżem figo­wy naj­le­piej przy­go­to­wać dzień wcze­śniej. Sposób jest dzie­cin­nie pro­sty. Figi umyć, odciąć twar­de ogon­ki i pokro­ić na mniej­sze czę­ści. Najlepiej na dżem wybie­rać moc­no doj­rza­łe, roz­pa­da­ją­ce się owo­ce. Gotować naj­pierw na śred­nim ogniu, a jak zacznie wrzeć to skrę­cić mak­sy­mal­nie i co jakiś czas mie­szać dopó­ki masa nie zgęst­nie­je, a figi nie roz­pad­ną się total­nie. U mnie na naj­mniej­szym ogniu dżem goto­wał się całe popo­łu­dnie. Nie pil­no­wa­łam go spe­cjal­nie, w mię­dzy cza­sie obej­rza­łam dwa odcin­ki seria­lu, zdrzem­nę­łam się i zro­bi­łam kola­cję.  Garnek był teflo­no­wy, nic mi się nie przy­pa­la­ło, ale myślę, że z figa­mi jest jesz­cze pro­ściej niż z np. ze śliw­ka­mi. Są bar­dzo soczy­ste i roz­pa­da­ją się w żelo­wą kon­sy­sten­cję nie przy­wie­ra­jąc do dna.  Pod koniec goto­wa­nia doda­łam 50 gr karo­bu i sok wyci­śnię­ty z jed­nej dużej cytry­ny. Do tar­ty uży­łam oko­ło 500gr dże­mu. Resztę scho­wa­łam do nie­wiel­kie­go sło­ika.

Ciasto. W młyn­ku do kawy lub blen­de­rze z ostrzem w kształ­cie S lub dobrym kie­li­cho­wym zmie­lić na pył cukier, karob i lawen­dę. Zmieszać z mąką i dodać szczyp­tę soli. Schłodzone masło pokro­ić na małe kawał­ki. Siekać wszyst­ko dużym nożem, doda­jąc żółt­ko i jogurt/śmietanę. Gdy kon­sy­sten­cja będzie pia­sko­wa, szyb­ko zagnie­ść cia­sto. Jeśli będzie za gęste, dodać łyż­kę lodo­wa­tej wody. Od razu oddzie­lić 1/3 cia­sta. Uformować dwie kule. Zapakować w folię i wło­żyć do lodów­ki na 2 godzi­ny lub do zamra­żal­ni­ka na 1/2 godzi­ny.

Po tym cza­sie wyle­pić spód for­my do tar­ty lub tor­tow­ni­cy o wiel­ko­ści 22 cm cia­stem z więk­szej por­cji. Brzegi nie muszą być bar­dzo wyso­kie, na oko­ło 1cm, ale porząd­nie wyle­pio­ne. Spód tar­ty podziu­ra­wić widel­cem, poło­żyć papier nań papier do pie­cze­nia, obcią­żyć faso­lą lub ryżem, piec w 200 st C na ter­mo­obie­gu 15 minut. Po tym cza­sie wyjąć spód, wypeł­nić dże­mem figo­wym (oko­ło 500gr). Ciasto z dru­giej kul­ki roz­wał­ko­wać cien­ko i wyciąć paski lub inne kształ­ty, któ­ry­mi moż­na ozdo­bić tar­tę w dowol­ny spo­sób.

Piekarnik skrę­cić do 180 st C i piec tar­tę do zru­mie­nie­nia wierz­chu, oko­ło 25-30 minut.

tarta figowa karob lawenda kawalek

A może to?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *